Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

2009/12/11

Wciąż trybię i jarzę

Takie cóś baziałem ostatnio:





A z newsów okołomuzycznych [?]: Borys Szyc nagrał płytę instruktażową pod hasłem "Jak doszczętnie spierdolić standardy muzyki popularnej?". Koszmar niewyobrażalny. Za takie rzeczy powinno się bezlitośnie kopać po jajkach.
Bez kitu, wiele było czerstwych coverów charlesowskiego "Hit the road, Jack", ale Szycowi i Ewie Bem na szalonym futuringu udało się nagrać coś, co swoją chujowością przebija je wszystkie razem wzięte. Brawo!

Jeszcze w temacie coverów: wczoraj Afro Kolektyw zagrał genialny koncert w Hydrozagadce. I jednym z numerów była przeróbka kultowego już "Dosko" Stachursky'ego. O ja cię pindolę - moc, kurwa! :)
Ludzie nagrywali to wiekopomne wydarzenie komórkami, mam więc nadzieję, że ktoś to wrzuci na YouTube'a, czy gdzieś :}

A ja wracam do ilustrowania "Kociej opowieści" imć Machuty...

2009/11/12

Zmiany, zmiany...

Całe życie deklarowałem, że jestem zapalonym psiarzem. I że nie lubię kotów.

Narzekałem, że śmierdzą, że są upierdliwe, strzelają fochy, robią co chcą, srają do butów, rzygają gdzie popadnie i generalnie wredne są. A tak poza tym od ich sierści robią mi się syfy. No, taki już ze mnie antykoci ksenofob.
Tego gościa jednak, cholera, polubiłem:



I zaakceptowałem prawie całą jego kotowatość. Tylko mógłby mniej jęczeć o jedzenie.

***

Z innej beczki: "Musiał coś jeść", czyli najbardziej makabryczny news ostatnich dni. Pomijając jednak chorą, ohydną historię, notka ta zaopatrzona jest w szałową i przewrotną pointę [ostatni akapit!], której nie powstydziłby się Maciej Zembaty :)

***

A na koniec muzyczna polecajka, czyli nowy Łona:



Chociaż określenie nowy nie jest w przypadku "Bumboksa" do końca trafione. Kawałek pochodzi wszak z wydanej prawie półtora roku temu epki "Insert", niemniej - tutaj został on gruntownie przearanżowany i zagrany na setkę przez muzyków z zespołu The Pimps, z którymi Łona uskutecznia koncerty. I ta nowa wersja podobie mi się bardziej od płytowej - mięciutki, wygładzony podkład sprawia, że kawałek nabiera fajnego, czilałtowego sznytu.

Idealnego na tak chujową pogodę.

2009/10/18

Jak ze ślepym o kolorach



W czwartek, 22 października, na Chłodnej 25 w Warszawie, gazeta "Metro" zorganizuje Debatę. W samo południe. Debatę o piractwie, zainspirowaną tą całą sytuacją z kradzieżą nowej płyty Kultu, a także głośną reakcją Kazika na ten incydent. Na początku to się nawet ucieszyłem, że wreszcie media próbują problem piractwa poruszyć na poważnie. Ale radość stała się jakby mniejsza, kiedy wczytałem się w szczegóły organizacyjne.

Na temat wspomnianej wyżej reakcji Kazika powiedziano chyba już wszystko, choćby tutaj. Pozwolę więc sobie akurat w tej kwestii niczego nie dodawać, zwrócę natomiast Państwa uwagę na kilka istotnych szczegółów dotyczących czwartkowej Debaty. Po pierwsze: "Metro", odnosząc się do faktu przedpremierowego wrzucenia w sieć nowej płyty Kultu, wyraźnie opowiada się po jednej ze stron, nie zwracając uwagi na kilka delikatnych niuansów. Pisząc na przykład tak:

Nawet najwierniejsi fani artysty ją ściągnęli, a potem się tym publicznie chwalili

dziennikarze nie zauważają, że akurat najwierniejsi fani Kultu, choćby ci zgromadzeni na oficjalnym forum internetowym zespołu, i tak by płytę "hurra!" kupili, niezależnie od faktu wcześniejszego jej zassania. Niedostrzeganie takich "detali" świadczy w najlepszym wypadku o braku głębszej refleksji i rzetelności, a także o czarno-białym widzeniu świata.

Po drugie, organizatorzy informują, że:

Udział w debacie zaplanowanej na 22 października potwierdzili m.in. Kazik, Muniek, LUC, Jarosław Lipszyc z ruchu creative commons.

I w tym miejscu opadają ręce, bo jeśli na Debatę zapraszamy trójkę artystów, którzy do ściągania mają mniej lub bardziej radykalne, ale jednak podobne podejście [czy wiesz że... Muniek nigdy nie ściągnął żadnej płyty?], to z kim tu debatować? I o czym? Jeśli na Chłodnej 25 nie zjawi się żaden inny, oprócz trzech wymienionych, artysta, to cała nadzieja w tym, że dopisze publiczność. A także w tym, że wydarzenie będzie miało rozsądnego i bezstronnego prowadzącego.

Zaproszenie tylko tych trzech artystów byłoby katastrofalne choćby dla rzetelności Debaty - katastrofalne, bo sprzedałoby jej uczestnikom fałszywy obraz pokazujący, że środowisko muzyczne jak jeden mąż radykalnie sprzeciwia się ściąganiu muzyki z internetu. A tak nie jest, czego dowodem mogą być na przykład wywiady: z Nergalem [nomen omen też z "Metra"], Tymonem Tymańskim, a także wypowiedzi O.S.T.R.-a, który na którymś z ostatnich koncertów miał powiedzieć publiczności, że zamiast kupować jego następną płytę, lepiej jest wpłacić te kilkadziesiąt złotych na jakiś dom dziecka [pomińmy na moment dosyć wyraźne dziury logiczne tej wypowiedzi, a także leciuteńki aromat demagogii ;)].

Ponadto byłoby miło, gdyby organizatorzy pomyśleli nad zaproszeniem nie tylko przedstawicieli branży muzycznej, ale też filmowej czy literackiej. Bo przecież Debata ma dotyczyć nie tylko piractwa muzycznego, co sugeruje już sam jej opis:

Zapraszam [...] na debatę o ściąganiu muzyki i plików z Internetu.

Ściąganie muzyki i filmów z sieci bez zgody autorów [...]

Przydałby się więc jakiś pisarz, czy też na przykład właściciel wydawnictwa komiksowego - bo przecież są oni okradani na skalę masową przez "empikowych śmierdzieli", którzy nigdy niczego nie kupią, a konsumują na potęgę. Nie zaszkodziłby też reżyser / producent filmowy, bo przecież polskie filmy są przez internautów cięte na kawałeczki i wrzucane w sieć tak często, że z większą częścią filmografii takiego Marka Koterskiego można się zapoznać nie wychodząc z YouTube'a.

Niemniej - na Debacie prawdopodobnie się zjawię. Choć nie wiem, czy będę miał odwagę odezwać się podczas spotkania, którego mocno i bezrefleksyjnie utwierdzeni w swoich poglądach goście będą sobie wzajemnie spijali z dzióbków. Bo jak powiem, że zdarza mi się ściągnąć płytę z rapida na kilka przesłuchań, żeby zdecydować, czy kupuję, czy nie, to mnie tam chyba ukrzyżują.

Idzie ktoś jeszcze? No, dawajcie! :)

2009/10/12

Tina

Z lemurowych poleceń kulturalnych: dziś zupełnie przypadkowo trafiłem w radiu na premierę singla z nadchodzącej solówki Muńka Staszczyka. Za warstwę muzyczną albumu odpowiadać będzie Janek Benedek, który grał w T.Love w czasach "Pocisku Miłości" i "Kinga" - jednej z dwóch [obok "Prymitywu"] moim zdaniem najlepszych płyt w dyskografii muńkowego zespołu. I tę benedkową gitarę w rzeczonym singlu słychać, cholera, nad wyraz wyraźnie. Zresztą, posłuchajcie Państwo sami:



Fani późniejszych dokonań T. Love pewnie nie zrozumieją moich zachwytów nad tym prostym numerem, ale co ja na to poradzę, że cholernie podchodzi mi piosenka, która brzmi jak hybryda "Sarah", "Stanów" i "Kinga"? :) To jest po prostu sympatyczny numer w starym, dobrym, staszczykowym stylu, a ja od Muńka niczego ponad to nie oczekuję.

A wokal Zygmunta od jakichś dwudziestu lat brzmi dokładnie tak samo - niesamowite :)

2009/10/06

Chcę zakolidować...

Afro Kolektyw to najlepszy polski zespół, a ich ostatnia płyta, "Połącz kropki", to najlepszy polski album zeszłego roku.

Jeśli się, Drogi Czytelniku / Droga Czytelniczko, z powyższym zdaniem nie zgadzasz, to z przykrością muszę stwierdzić, iż Twoja Stara czesze Wodeckiego. Tym niemniej, polecam obadać najnowszy teledysk grupy - do numeru "Mężczyźni są odrażająco brudni i źli". Bo nie dość, że piosenka świetna, to jeszcze do tego klip udany:



Swoją drogą - nie wiedziałem, że słowo fallus [jakże wulgarne!] trzeba na potrzeby telewizji wygłuszać.

Tu już nic się więcej nie stanie




Niczego dobrego się po tej płycie nie spodziewałem. Kult to od 11 lat, czyli od momentu wydania głośnego "Ostatecznego Krachu Systemu Korporacji", dwa fatalne longpleje i kilka zupełnie zbędnych singli i maxisingli. No i, oddać trzeba, setki rewelacyjnych koncertów - pod tym względem zespół raczej nie zawodzi i grupa regularnie pozwala sobie na grubo ponaddwugodzinne widowiska. Na miejscu Kazika i ekipy doszedłbym do dość oczywistych wniosków - jeśli na żywo wychodzi, a w studiu już niekoniecznie, to może dać sobie w ogóle spokój z wymyślaniem nowego materiału? Publiczność to i tak banda Mamoniów, te same kawałki grane od prawie 30 lat jej nie przeszkadzają [a wręcz przeciwnie], więc nie byłoby problemu. Zespół jednak do studia wszedł po raz kolejny. I nagrał album, i nazwał go "hurra!". Ale czy jest się z czego cieszyć?

Głównym problemem "hurry!" są teksty. Tak nijakie, rozmyte i kiepsko napisane, że ta teza o artyście sytym postawiona przez Kazika dekadę temu w "Las Maquinas de la Muerte" okazuje się być, cholera, prawdziwa. Liryki Staszewskiego przypominają od dłuższego czasu herbatę parzoną po raz setny z tych samych fusów. Bo pół biedy, że Kazik po raz milionowy porusza te same tematy [religia, polityka, religia, wojny, no i jeszcze religia] - są wszak tacy, którzy przez całe życie piszą tylko o chlaniu wódy i tanich dziwkach, i wszystkim się podoba. Gorzej, że teksty Kazika na każdej kolejnej płycie to jakieś przykre kuriozum, z reguły wtórne, kiepsko napisane i ciągnięte w nieskończoność [chlubnym wyjątkiem była wydana trzy lata temu "Płyta" Buldoga]. A po ostatnim wersie słuchacz, o ile w międzyczasie nie zasnął, zadaje sobie takie pytanie.

Za przykład weźmy sobie "Jutro wszystko zmieni się" - kolejne zwrotki ciągną się i ciągną, żeby na koniec dojść do jakże oryginalnego wniosku, że to źle, że ludzie prowadzą ze sobą wojny, a politycy to szeroko pojęta banda chuja. Numer się kończy, a wszyscy ci, którzy choć fragmentarycznie wcześniejszą twórczość Staszewskiego znają, konstatują, że dawny Kazik został chyba porwany i podmieniony przez jakichś złych ufoludów. Dawny Kazik, czyli ten, który nie bał się poruszać tematów trudnych ["Komuna mentalna"], który w swoich tekstach potrafił mocno skupić się na konkrecie ["Muj wydafca"], a nie tylko nieśmiało wokół konkretu krążyć. Ten Staszewski, który potrafił mocno kąsać ["Patrz"] i celnie pointować ["Bliskie spotkania 3 stopnia"].

Żeby nie było - jest na "hurrze!" kilka wyraźnie wybijających się tekstów. Zdecydowanie najlepsi na płycie są "Skazani", opowiadający o małżeństwie, które dotarło do momentu, kiedy to już nie warto się rozstawać, ale i życie ze sobą większego sensu nie ma. Męczą się więc nasi małżonkowie w związku ciągniętym na siłę, wyrzucając sobie wzajemnie dawne błędy, uchybienia i niedopatrzenia. Tkwią z przymusu w pułapce, w którą sami, dobrowolnie, weszli wiele lat temu. Bardzo mocna, gorzka rzecz, ciekawie zresztą korespondująca z okładką płyty [choć to chyba akurat przypadek].

Bronią się ponadto "Amnezja" [czujna publicystyka dotycząca bezmyślnego sentymentu Polaków do poprzedniego ustroju] oraz przewrotna "Maria ma syna". Duszno i ponuro jest w "Kiedy ucichną działa już". "Idiota stąd" specjalnie odkrywczy nie jest, ale podoba mi się rozpoczynająca go fraza o "kutasie na prąd". I to właściwie tyle. Przez resztę płyty słuchać musimy wałkowanych już wielokrotnie banałów i jasnogórskich potworków w rodzaju: "Nie chcę iść do łazienki bez ręki" czy "Politycy z potylicy i wojskowi z zagranicy".


Album w pewnym stopniu ratuje strona muzyczna - Kult od lat nie miał tak dobrych kompozycji. Moim zdaniem co najmniej trzy numery z "hurry!" mogą stać się przebojami radiowymi. Są to: wspomniane już "Amnezja" i "Skazani", a także "To nie jest kraj moich snów" z rewelacyjnym refrenem i bujającą gitarą w tle. Potencjał mają również balladowa "Kiedy ucichną działa już" i "Karinga". Chłopaki w udowodnili na najnowszej płycie, że w dalszym ciągu mają dryg do tworzenia melodii i refrenów, które po pierwszym usłyszeniu ciężko wyeksmitować z głowy. Można niby postawić zarzut, że postęp muzyczny zespołu jest od wielu lat właściwie żaden, ale po co? Kult jaki jest, każdy widzi, i chyba nie ma sensu oczekiwać, że zespół nas jeszcze czymkolwiek zaskoczy. Tym bardziej, że największym badziewiem na płycie jest "Nie mamy szans" - jedyny moment, w którym zespół sili się na zabrzmienie w nieco inny, mniej standardowy niż zwykle sposób.

Niestety, sporo jest też tutaj niepotrzebnych piosenek - całość trwa przeszło godzinę i pod koniec zaczyna nużyć. Dramaturgia w pewnym momencie totalnie siada i gdyby zespół podszedł do materiału bardziej selektywnie i wywalił 5-6 numerów - "hurra!" nie tylko niczego by nie straciła, ale wręcz dużo zyskała.


Podobno wydawca Kultu, Sławek Pietrzak, straszył [motywował?] zespół podczas sesji nagraniowej mówiąc, że jak trzecią słabą płytę z rzędu nagrają, to koniec. "hurra!" słaba nie jest. Jest poprawna. Powiedzmy sobie jednak szczerze - nawet, gdyby płyta okazała się takim samym klocem skręconym, jakim był "Poligono Industrial", żaden "koniec" Kultu by nie spotkał. Bo zespół Staszewskiego zawsze sprzeda się w kosmicznym, jak na warunki naszego rynku muzycznego, nakładzie*, a na koncerty jeszcze przez wiele lat walić będą kolejne pokolenia uczniów i studentów ortodoksyjnie Kazika wielbiących niezależnie od poziomu materiału, jaki nagrywa. Kredyt zaufania, jakim Kult dawno temu został obdarzony, wydaje się być niewyczerpany. Ale mnie nie pytajcie, czy to dobrze, czy źle.

___________________
* "hurra!" jeszcze przed premierą zdobyła status złotej płyty.

PS: Grupa13 zrobiła niegłupi teledysk do singlowej "Marysi". Znaczy, mądry to on może nie jest, jest za to całkiem zabawny:



PS2: Autorem koncertowych zdjęć zespołu wykorzystanych w tym wpisie jest Rafał Nowakowski, a pożyczyłem je sobie z oficjalnej strony zespołu.

PS3: W pierwszym wpisie na tym blogu zapomniałem podziękować największemu specowi od HMTL-a w caaałej wsi - Gziesowi Wońskiemu, bez którego ta strona nie wyglądałaby tak, jak wygląda. Chciałbym więc nadrobić to karygodne niedopatrzenie i serdecznie podziękować Grzegorzowi tym oto gifem z Jessy Albą.